W życiu codziennym, zabieganym, pospiesznym wiele czynności wykonujemy automatycznie uznając je za zupełnie oczywiste. Tak również wygląda nasz stosunek do wszelkiej graniczności. W dzisiejszym świecie nawet przekraczanie granic państwowych

nie sprawia większych problemów. Nie zwracamy żadnej uwagi na granice miejscowości, powiatów czy województw. Obojętnie mijamy umieszczone na nich tablice z ich nazwami, herbami. Czasem zwrócimy uwagę na kapliczkę stojącą na rozstajnych drogach, ze względu na jej romantyczne usytuowanie i piękny wygląd. Czy taki, właściwie bezrefleksyjny stosunek do przestrzeni i jej granic zawsze byt udziałem człowieka? Otóż nie.

W tradycyjnej kulturze ludowej XIX wieku nazywanie przestrzeni i jej podział na centrum oraz peryferie i oddzielanie ich granicami, odgrywało zasadnicze znaczenie w życiu społecznym i religijnym mieszkańców wsi. Ówczesną kulturę cechowała bowiem izolacja przestrzenna. "Chłop poza najbliższą okolicę nie wychodził i dziwił się wszystkiemu, czego we wsi rodzinnej nie widział" {J. St. Bystroń).

Historycy i etnografowie obliczają, że podróże mieszkańców ograniczały się do odległości nie większej niż 14-19 km od własnej wsi. W tym promieniu zaspokajali oni wszystkie podstawowe potrzeby religijne (kościół) i ekonomiczne (jarmarki). Była to przestrzeń znana, oswojona. Najbezpieczniejszą była jednak własna wieś, a szerzej obszar zagospodarowany i zajęty przez ludzi "swoich". Tworzyły one zamkniętą granicami całość. Punktem centralnym dla mieszkańców był kościół lub kaplica. Dla pojedynczego człowieka jego dom.

Teren ten był oswojony, uświęcony, pod szczególną ochroną Boga i świętych patronów. Wiara w przebywanie świętych lub samego Chrystusa w okolicy i pozostawienie widocznych śladów swej bytności była powszechnym sposobem sakralizacji otoczenia. Prawdziwość licznych opowieści na ten temat dokumentowały na przykład wgłębienia w kamieniach - "boże stopki" - uważane za odbicie stopy (niekiedy dłoni) Matki Boskiej, św. Jadwigi, św. Wojciecha i innych. Miejsca uświęcone kontaktem z istotami nadprzyrodzonymi, poprzez które przejawiała się nadal ich szczególna moc (kamienie, drzewa, źródła), tworzyły sieć ogniskującą życie religijne społeczności wioskowej. Do miejsc takich należały również krzyże przydrożne ("Bożemęki"), figury lub kapliczki na granicach wsi, przy rozstajnych drogach, nad brzegami rzek. Wyznaczały one obszar "swój" i zabezpieczały go przed ingerencją zewnętrznych sił demonicznych.

Właśnie granice były drugą zasadniczą częścią terytorium o szczególnej sakralności. Poza granicami rozciągał się obszar obcy i odmienny od własnego. Granica jako przestrzeń przejściowa między terenem swoim i obcym posiadała swoiste znaczenie. Była bliższa terytorium obcemu, a więc niebezpieczna, groźna. Granice były obszarem działania sił diabelskich i demonicznych, właściwych dla świata zewnętrznego i nadprzyrodzonego. Swojskość i bezpieczeństwo kończyły się na granicy wsi.

Jajo zniesione przez kurę poza granicami stawało się jałowe, tam wypędzano choroby, a także ludzi, których wykroczenia przeciw normom mogły sprowadzić "karę bożą". Na granicach lub poza nimi grzebano samobójców, nieślubne lub nienarodzone dzieci, wszystkich odmieńców to jest tych, którzy po śmierci mogli przybrać postać demona, zakopywano kołtun, tu najczęściej pojawiały się złe duchy, tam miały miejsce niewyjaśnione zdarzenia i słyszano niepokojące odgłosy.

Na przykład na miedzach grasowały "południce" - demony polne, które szkodziły ludziom pracującym lub śpiącym w polu, duchy pokutujące i wiele innych. W średniowieczu czarownice zeznające przed sądami inkwizycyjnymi często opowiadały o wyprawach na granice, gdzie spotykały się z szatanami i tam też oddawały im się cieleśnie. W noc Sobótki, o północy, na miedzach tańczyły nago czarownice. Granice były też miejscami, gdzie tańczyć mieli ludzie pragnący dostąpić wtajemniczenia w zło albo też zamierzali podejmować działania szkodzące bliźnim. Tu dobrze było inicjować wszelkie działania magiczne. W miejscach takich czekać mieli na odmianę losu ludzie zaklęci i zaczarowani.

Właściwości takie przysługiwały wszelkim granicom, a więc także znajdującym się wewnątrz wsi i rozdzielającym terytoria uznawane w różnej skali za "swoje" bądź "obce" - drogom, miedzom, płotom. Najbardziej skutecznym pod względem magicznym miejscem było skrzyżowanie kilku dróg lub punkt, w którym zbiegały się trzy płoty. Znalezienie się w tych miejscach oznaczało konieczność podjęcia działań szczególnych i zachowania odbiegającego od codziennych czynności. Kultura słowiańska, w tym oczywiście i polska, znała ich cały zestaw. Czynności te były zawsze związane z wykonywaniem odpowiednich gestów, wymawianiem stosownych słów. Zawsze niezwykle starannie wykonywanych i obwarowanych licznymi zabezpieczeniami.

Na granicach podejmowano działania lecznicze z nadzieją na wyzbycie się choroby przez wyrzucenie jej w obszar obcy. Oto kilka przykładów przepisów dziwiętnastowiecznej medycyny ludowej związanej z granicami.


"A na ból piersi stosuje się okłady z ziemi zebranej na rozstajnych drogach". "Na niepłodność zbierają po 3 bylice z 9 miedz".

"Zioła do leczenia grypy należy zrywać w miejscu, gdzie schodzą się trzy płoty, w święto maryjne". (Przykłady podaję za O. Kolbergiem).


Na granicy również wykonywano większość magicznych czynności mających zabezpieczyć wieś przed różnymi niebezpieczeństwami. Stosowano obchodzenie, obieganie pól, oborywanie. Aby zapobiec zniszczeniom przez grad, zalecano zakopać na granicach pól należących do danej wsi, własnoręcznie przepisane fragmenty Biblii. Robiono to w sytuacji zagrożenia albo profilaktycznie w odpowiednie święto. W polskiej obrzędowości działo się to w oktawę Bożego Ciała, kiedy to "zakopują na czterech rogach wsi lub pola cztery Ewangelie dla ochrony od gradobicia i zarazy". W tym celu można było również oborać wieś lub obsiać pasem maku czy lnu. Obchodzono także wieś z zapaloną gromnicą, w każdym z czterech rogów wsi zakopując odrobinę wosku.

Zarówno orszak weselny, jak i pogrzebowy kondukt musiały przekroczyć liczne granice - domostwa, świątyni, cmentarza. Pannie młodej dzień przed weselem tłuczono garnki, a orszakowi towarzyszyła muzyka i strzelanie z batów - rytualnym hałasem odganiano bowiem złe moce. Kondukt żałobny chroniono zaś przed złem śpiewami, znakami sakralnymi i innymi środkami magicznymi. Pozostałością, już tylko ludyczną, dawnych zabiegów magicznych związanych z przekraczaniem granic jest zwyczaj stawiania "bram" w celu wymuszenia okupu.

Najmniejszą, wyraźnie wyodrębnioną przestrzenią był dom. Wybór odpowiedniego miejsca na jego budowę był obwarowany wieloma nakazami i zakazami. Niewskazane było miejsce, w którym dawniej przebiegała droga bądź - jeszcze gorzej - gdzie krzyżowały się drogi, źle wróżyła losowi przyszłego domostwa budowa w dawnym korycie rzeki. W każdym z tych przypadków chodziło o teren graniczny, naznaczony obcością i niepewnością. Obrzędowość związana z okładzinami, budową, zasiedleniem jest bardzo bogata. My zatrzymamy się przy granicach tego "centrum" pojedynczego człowieka, jakim był jego dom.

Wewnętrzną przestrzeń chronić miały wyraźnie wytyczone granice. Służyły temu zarówno płoty, bramy i ściany oraz dach domostwa. Rytualne obchodzenie domu w wielu obrzędach - na Nowy Rok, na Wielkanoc, czy w wigilię św. Jana - powtarza gest ustanowienia granicy.

Szczególną troską należało otoczyć słabe punkty domu, a więc takie miejsca, w których dochodzi do styczności świata wewnętrznego z zewnętrznym. Wieniec, poświęcone zioła, cierń, podkowa, siekiera, miotła to środki najczęściej wykorzystywane do magicznego zabezpieczenia drzwi, progu, okna, komina, pieca, rogów izby, dachu. Są to miejsca zbyt bliskiej styczności przestrzeni domowej ze światem zewnętrznym.

Do najważniejszych domowych miejsc granicznych należał próg. Pod nim przebywać miały istoty demoniczne (dola, niedola), tam zakopywano łożysko, a nieraz także poroniony płód. Progi były miejscami odgrywającymi dużą rolę w praktykach magicznych zarówno ochronnych, jak i szkodliwych - zakopane pod nim przedmioty mogły spowodować chorobę albo odwrotnie, zabezpieczyć przed nią.

Aby odzyskać dziecko porwane przez "mamunę" należało podrzutka bić rózgą, "ale nie gdzie indziej, tylko na progu". Potknięcie się o próg przy wychodzeniu z domu zapowiadało niepowodzenie w sprawach, które się właśnie miało zamiar zrealizować. Według wierzeń kret ryjący pod progiem od pola do domu zapowiadał rychłe powiększenie się rodziny, gdy zaś kopał w stronę przeciwną - można się było spodziewać śmierci. Aby skrócić mękę konania np. wystawiano kolebkę umierającego dziecka za próg w taki sposób, aby jego głowa była na zewnątrz, co miało przyspieszyć nadejście śmierci.

Bardzo ważną rolę odgrywał próg w obrzędach weselnych. Na progu żegnali rodzice pannę, tam też witano chlebem i solą powracającą z kościoła parę młodych. W obrzędach pogrzebowych wynosząc trumnę ze zmarłym, uderzano nią trzykrotnie o próg.

Medycyna ludowa również korzystała z progu jako miejsca, w którym należało rozpocząć leczenie.

"Dziecko, które w nocy płacze, należy wynieść na podwórze i następnie wnieść je do domu, podając z rąk do rąk przez trzy progi". Leczenie np. dziecięcego zapalenia migdałków miało być skuteczne, "jeśli leki podawano stojąc jedną nogą na progu". Pod progiem zakopywano nitkę z zawiązanymi węzełkami o liczbie odpowiadającej liczbie brodawek, co miało doprowadzić do rychłego ich odpadnięcia z ręki chorego.

"Na progu witać się nie wolno, bo to nieszczęście sprowadza. Na progu jeść nie wolno, bo nie wyjdziesz z długów. Podawać komu napój przez próg nie godzi się, pić trzeba przed albo za progiem. Nie można wody wylewać przez okno ani przez próg, bo tym sposobem oblewa się anioła stojącego na straży" (za O. Kolbergiem).

Z tego bardzo, z konieczności, skrótowego przedstawienia pojęcia graniczności w tradycyjnej kulturze ludowej widać wyraźnie, jaką ważną ono odgrywało rolę w życiu codziennym mieszkańców dziewiętnastowiecznej wsi. Współcześnie również można znaleźć przykłady, zupełnie już marginalne, ale mówiące o pełnym lęku stosunku do granicy i wszelkich linii. Granice i dzisiaj odgrywają ważne funkcje w kulturze mimo, że dostępny, poznawalny świat niebywale się rozszerzył, że staliśmy się, choćby nominalnie jego obywatelami.

Zdzisław Nowak

Polskie Towarzystwo Ludoznawcze Kraków

Źródło: Małopolski Informator Rolniczy Doradca III 2007r.





Położenie
Miejscowości
Turystyka
Parafie
Kultura
Herb, flaga
Imprezy
Fotogaleria


Przednówek
Drzewko bożonarodzeniowe
Kolędowanie z szopką
Wielkanoc
Karnawał trwa
Granice w kulturze ludowej
Grupy etnograficzne
Kapliczki i krzyże przydrożne
Znachorzy - czy dzisiaj istnieją?
Karczma roztańczona
Grupy etnograficzne - Górale
Tradycja Różańca
Dlaczego święto zmarłych?
Andrzejki
Pawie pióro u czapeczki
Żniwa i dożynki

do góry





Copyright © 2007 Urząd Gminy Wiśniowa, wszelkie prawa zastrzeżone.