Co najmniej od roku 1900, czyli od wydania książki Z. Glogera "Rok polski w życiu tradycji i pieśni", pojęciem tym określa się układ polskich świąt i obchodów tworzących rok obrzędowy i zwyczajowy. Praca ta jest cenną skarbnicą wiadomości o wierzeniach i rytuałach związanych z cyklem przyrody i życia rolniczego. Od powstania tej pracy minęło 107 lat a zmiany, które w tym czasie zaszły, oddaliły nas od jej źródeł na dystans o wiele większy niż wiek. Warto dziś ponownie podejmować próby interpretacji roku polskiego i jego poszczególnych przedstawień, ponieważ one trwają, mimo, że w wielu przypadkach ani podejmujący je ludzie, ani ci, którzy je podziwiają, nie rozumieją ich sensu lub tłumaczą go sobie po swojemu. Mało tego - tradycję kultywują także ci, którzy nie przyznają się do wiary, w żaden element jej symbolicznego znaczenia. Nawet osoby niewierzące w życie pozagrobowe wykonują najprostszy gest zaduszny zapalając znicze, zaś w Wigilię Bożego Narodzenia łamią się opłatkiem także ci, którzy żadnego Narodzenia ani żadnego Boga nie uznają. Wielokrotnie przyglądając się żywym do dziś (choćby w formie dziecięcej zabawy) obrzędom i zwyczajom, napotykamy działania, którego znaczenie nie jest uświadomione, którego nie tłumaczą żadne mity ani wierzenia. Mity i ich objaśnienia przemijają i giną, działania trwają. Toteż w nich zachowało się najwięcej śladów pozostałości kultury przedchrześcijańskiej - tej fascynującej i tajemniczej gleby, z której wyrasta swoistość kultury polskiej.

Ja chciałbym zająć się tradycyjnymi andrzejkami tak rozpowszechnionymi w całej Polsce i stanowiącymi doskonały pretekst do młodzieżowych zabaw, których na ogół nikt nie traktuje poważnie.

W większości etnografowie zaczynają omawiać rok obrzędowy od Bożego Narodzenia. Ja przychylam się do poglądu tych, którzy zaczynają od jesiennych Zaduszek 1 i 2 listopada. Prace w polu kończą się w Polsce na ogół pod koniec października. Listopad to miesiąc zmniejszonej aktywności, niemal pozbawiony świąt mający jednak charakter współbytowania teraźniejszości i przeszłości, a zarazem oczekiwania na adwent i Boże Narodzenie. Jego szczególną formą były wieczorne zgromadzenia kobiet na przędzenie lnu, w czasie, których młodsze uczyły się od starszych pieśni i opowieści, przejmując jednocześnie ich wiedzę o sprawach życia. Niekiedy zebraniom tym towarzyszyły wróżby, którym ów czas oczekiwania szczególnie sprzyjał.

Czymże naprawdę jest wróżenie? Czy jest jakaś zasada, która określałaby czas nadający się do wykonywania tego rodzaju praktyk? Do kogo trzeba się zwracać, by poznać to, co dla człowieka jest nieznane?

Wróżyć, znaczy tyle, co przepowiadać przyszłość. Musi więc istnieć ktoś, kto tę przyszłość zna, a na dodatek zechce tę tajemnicę wyjawić. Nikt z ludzi jednak jej nie zna. Jest ona prawdopodobnie oczywista dla tych innych, z "tamtego" świata. Jeżeli więc w tradycyjnym kalendarzu były takie specjalne okazje, wieczory czy noce, w które, jak sądzono, udają się przeróżne wróżby, znaczy to, że wtedy człowiek mógł nawiązać kontakt z jakimiś wtajemniczonymi istotami. Nieobojętnie więc było, kiedy odbywały się praktyki wróżbiarskie. Tradycyjna kultura naszego narodu przewidywała, że dogodnymi terminami przewidywania przyszłości mogą być wieczory poprzedzające niektóre święta, np. 24 listopada (wigilia św. Katarzyny) i 29 listopada (wigilia św. Andrzeja). Widocznie wtedy nastaje na ziemi szczególny czas, nic nie mający wspólnego żyjącymi ludźmi, a wraz z nim muszą się pojawiać jego niezwykli mieszkańcy, znający przyszłość i na dodatek mogący wtedy zdradzić ją ludziom. Nie czyniły tego jednak nigdy bezpośrednio. Za pomocą zakamuflowanych, nie całkiem jasnych znaków dawały do zrozumienia, co się wydarzy.

Dawniej w wigilię św. Katarzyny wróżyli sobie kawalerowie o przyszłej swojej wybrance, kolejach życia, szczęściu. Wigilię św. Andrzeja prawie wyłącznie poświęcało się panieńskim wróżbom, głównie dotyczącym zamążpójścia. Najbardziej znane do dziś są wróżby z woskowych figurek, które tworzyły się na zimnej wodzie, gdy wlany tam gorący wosk nagle twardniał w zadziwiających figurach. Podświetlano je, a cienie na ścianie przywoływały najrozmaitsze skojarzenia. Odczytywano te tajemnicze objawienia domyślając na ich podstawie przyszłości: założenia rodziny, życia, śmierci. Można było wróżyć, puszczając na wodę w misce dwie woskowe świece. Jeżeli płynąc spotkały się, znaczyło, że dziewczyna niebawem wyjdzie za mąż. Robiono też kulki a tłuszczu i podsuwano je do zjedzenia psu. Każda dziewczyna oznaczała swoją kulkę, a pies wybierał. Której kulkę zjadł pierwszą, ta najpierw miała wyjść za mąż, Bywało, że na stole pod talerzem chowano różne przedmioty: kwiatek albo listek, koronkę, czepek (lub mirt, różaniec, obrączkę). Panny nie patrząc wyciągały przedmioty, a ta, która spod talerza wyciągała listek albo kwiatek, miała starą panną zostać (mówiono, że rutę będzie siała). Jeżeli w palce chwyciła koronkę, (różaniec) miała w przyszłości wieść życie w klasztorze. Jeżeli zaś pierwszego czepka (obrączki) pod talerzem dotknęła - za mąż miła iść w najbliższym czasie Znano również sposoby, by poznać imię przyszłego małżonka. Wystarczyło na przykład włożyć pod poduszkę kartki z rozmaitymi imionami chłopców. Rano panna spod poduszki kartkę wyciągała, a wypisane na niej imię powinno być imieniem przyszłego małżonka. Tej nocy wróżebne bywały także sny. Jeżeli jaki kawaler pannie się przyśnił, znaczyło, że z pewnością za niego za mąż wyjdzie. Poznawano też przyszłość wędrując powoli wzdłuż płotu i licząc kolejne sztachety. Jeżeli była ich liczba parzysta, dziewczyna miała rychło znaleźć męża. Jeżeli liczba była nieparzysta, dziewczyna na razie stanu miała nie zmieniać. W innej wersji dziewczyna biegła do płota i zaczynając od kołka, który pierwszy dostał się w rękę, wędrowała wzdłuż, powtarzając: "ten wdowiec, ten kawaler". Co wypowiedziała przy ostatnim kołku, taki miał być jej przyszły mąż.

Tego wieczoru właściwie wszystkie czynności mogły stawać się wróżbiarskim zabiegiem. Mierzono na przykład izbę panieńskimi trzewikami. Jeżeli czubek któregoś z nich przy końcu odmierzania dotykał ściany (progu), jego właścicielka szybko miała znaleźć męża. Jeżeli zaś pięta trafiła na ścianę (próg) - dziewczyna miała jeszcze poczekać z zamęściem.

Wszystkie te sposoby zdobywania upragnionej wiedzy o przyszłości opierały się na przekonaniu, że właśnie tego wieczoru staje się to możliwe. O przyszłości informowały więc woskowe figurki, liczenie kołków w płocie, apetyt psa, sny czy wreszcie przypadek. Pośredniczyły między spragnionym poznania przyszłości człowiekiem, a krainą wszelkiej o niej wiedzy. Może pomagał im tak zwany ślepy los, a może były to po prostu te same duszyczki, które od początku listopada od czasu do czasu plątały się po ludzkich obejściach?


Zdzisław Nowak

Źródło: Doradca XI 2007r.





Położenie
Miejscowości
Turystyka
Parafie
Kultura
Herb, flaga
Imprezy
Fotogaleria


Przednówek
Drzewko bożonarodzeniowe
Kolędowanie z szopką
Wielkanoc
Karnawał trwa
Granice w kulturze ludowej
Grupy etnograficzne
Kapliczki i krzyże przydrożne
Znachorzy - czy dzisiaj istnieją?
Karczma roztańczona
Grupy etnograficzne - Górale
Tradycja Różańca
Dlaczego święto zmarłych?
Andrzejki
Pawie pióro u czapeczki
Żniwa i dożynki

do góry





Copyright © 2007 Urząd Gminy Wiśniowa, wszelkie prawa zastrzeżone.